poniedziałek, 15 lipca 2013

Moja włosowa historia

Dawno dawno temu (aż 18 lat temu) przyszła na świat Roses, która na głowie nie miała ani jednego włoska! Gdy już zaczęły rosnąć jej jakieś pojedyncze kłaczki to wszyscy odetchnęli z ulgą (czytaj: mama). Z czasem zaczęło ich przybywać, a w wieku 3,5 lat włosy prezentowały się tak:



Od tego czasu zaczęło się tradycyjne zapuszczanie włosów na komunię.. W moim przypadku z takim efektem jak zdjęcie poniżej, i powiem szczerze że to najdłuższa długość włosów jaką kiedykolwiek udało mi się osiągnąć, chociaż czasem mówię że to raczej mojej mamie udało się to 'osiągnąć'.




Później zaczął się szał na ścinanie włosów zaraz po komunii, koleżanki ścinały więc nie mogłam być gorsza :P I to był chyba mój największy życiowy błąd ever! Po ścięciu moje włosy zaczęły się wywijać na wszystkie strony i po idealnie prostych włosach nie było śladu :( ! Kolor również jakby pojaśniał od słońca i już niestety został jasno brązowy do teraz. Nie mam zdjęć z tego okresu, jednakże długość włosów pozostawała po radykalnym ścięciu cały czas taka sama, więc mniej więcej wyglądało to tak:

 



Kolejna katastrofa w moim życiu to pasemka w gimnazjum, "wszyscy się farbowali więc ja też się uparłam jak jakiś osioł :P "! Początkowo moi rodzice nie zgadzali się na jakąkolwiek koloryzację, więc zamówiłam w AVONIE rozjaśniacz do włosów. Nakładając go pewnego wieczora myślałam że wyjdzie blond, a rano obudziłam się z rudymi włosami. I właśnie wtedy tata zabrał mnie do fryzjera:



Później był płacz i zgrzytanie zębów. Moja pielęgnacja ograniczała się tylko do zwykłego szamponu. Włosy kruszyły się, rozdwajały, były szorstkie i wyglądały odrażająco. Odrosty nie dodawały otuchy, ale był nauczką. Od tego czasu postanowiłam sobie że zapuszczę włosy i że nigdy ich już nie zafarbuję. Z biegiem czasu udało mi się wyeliminować pasemka i włosy prezentowały się całkiem dobrze, ale spotkały na swojej drodze diabła- PROSTOWNICĘ. A ja oczywiście zafascynowana nowym urządzeniem notorycznie brałam go w obroty: 



I tak oto po codziennym prostowaniu i dużej dawce słońca moje włosy w tamtym roku w sierpniu wyglądały jak siano:

 
 


 Rozdwojone końcówki wystawały na wszystkie strony, włosy się plątały i wołały o pomstę do nieba.
Fryzjera nie widziały bardzo długo, więc końcówki były aż w kolorze ciemnego blondu, co zawdzięczam prostownicy.
 

Po wakacjach przełamałam się w sobie i udałam się do fryzjera. Nie umiałam już patrzeć na te wszystkie kruszące się włosy które były dosłownie wszędzie (poduszka, ubrania, w samochodzie) i ścięłam odrobinę końcówki. Jednak po miesiącu znowu włosy się kruszyły i rozdwajały, a ja poddałam się myśląc, że zdrowe włosy na mojej głowie to coś niemożliwego.

W lutym trafiłam na wizaz.pl i bloga Anwen, gdzie wręcz połykałam wiedzę na temat pielęgnacji włosów. Wtedy uświadomiłam sobie jak wiele błędów popełniałam i jak wiele nauki przede mną! Dodatkowo wyżalając się przyjaciółce odkryłam, że pewien czas w swoim życiu była ona... włosomaniaczką! I od tego czasu razem się wspieramy, motywujemy i testujemy kosmetyki.

Po połowie roku świadomej pielęgnacji, kilku wizytach u fryzjera i zafarbowaniu włosów henną prezentuja się one następująco:


  Do idealnych włosów ( i długości) jeszcze daleko, ale będę walczyć! :)


piątek, 12 lipca 2013

Roses na blogu!

           Nareszcie skusiłam się na włosowego bloga i mam nadzieję że to taki "związek na długo" :) Będzie mi on służył jako pewnego rodzaju dzienniczek, w którym będę zbierać informacje na temat kosmetyków do włosów które przetestowałam i dzielić się z Wami moją opinią o nich. Dodatkowo dzięki niemu będę (chyba ;)) bardziej systematycznie i staranniej podchodzić do pielęgnacji moich włosów. Można go również nazwać motywacją, dzięki niemu chyba się przełamię i zacznę fundować różnego rodzaju domowe eksperymenty moim kłaczkom, dotychczas wolałam drogeryjne gotowce.


A jak to się stało że tu jestem?
 
Od gimnazjum torturowałam moje włosy prostownicą, suszarką i zwykłym szamponem z SLS. W styczniu tego roku uświadomiłam sobie że moje włosy są w opłakanym stanie i trzeba by zacząć o nie dbać. Szperałam w necie, szukałam kosmetyków, kupowałam, testowałam... aż tu nagle stwierdziłam, że muszę z kimś dzielić się tym co robię i założyłam bloga! Moje włosomaniactwo chyba mnie przerosło- śmieję się z tego że jestem "W ZWIĄZKU" z moimi włosami ;) Niedługo wrzucę moją MWH, a oto zdjęcie stanu moich włosów z początku czerwca:
                                                                                                                                                      

Pozdrawiam, Roses